Popatrzeć na Niego... z boku


Co czwarty ankietowany przyznał, że poznał swojego partnera lub partnerkę w gronie znajomych lub poprzez rodzinę. Co dziesiąty - w szkole lub na uczelni. Mowa o badaniach z 2019 roku Jak kochają Polacy?, przeprowadzonych przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Sympatia.pl.

Portali randkowych jest dużo. Stały się pewnego rodzaju fenomenem XXI wieku. Możemy przebierać i wybierać ten, który najbardziej nam odpowiada i zaczynając od small talk, doprowadzić do randki. Jednak dziś nie o tym, bo choć Tinder, Badoo, ZaadoptujFaceta czy wspomniana już Sympatia.pl zyskały na popularności, wcale nie oznacza to, czasy spotkania swojej drugiej połówki w szkole lub pracy odeszły w niepamięć.

Co dziesiąty ankietowany przyznał, że swojego partnera bądź partnerkę spotkał w szkole lub na uczelni, a jedna czwarta znalazła sympatię w bliskim gronie znajomych. Często zdarza się, że portale randkowe są naszą ostatnią deską ratunku - jeśli tam nie znajdziemy nikogo, z kim można by poflirtować albo stworzyć fajny związek, sądzimy, że jesteśmy skazane na staropanieństwo. Dlatego też coś w tym jest, że jednak dążymy do tego, by potencjalnego partnera lub partnerkę poznać w naszym otoczeniu (lub po prostu, by stanął na naszej drodze).

Przypominałam sobie ostatnio licealne czasy, kiedy niemal każdą przerwę spędzało się w gronie chłopaków z matfizu, nadszedł czas na wyczekiwane osiemnastki, aż w końcu poznałam mojego W. Przed nami matura, więc każdą wolną chwilę wykorzystywaliśmy na wspólne powtarzanie materiału, dzieliliśmy się wzajemnie zdanymi (lub niezdanymi) sprawdzianami. Obserwowałam Go na korytarzu rozmawiającego z naszymi znajomymi, wiedziałam też, jaki stosunek mają do Niego nauczyciele (szczególnie Ci, którzy którzy znali zarówno mnie, i Jego i śmiało mówili, że nam kibicują :)). Chodziliśmy do jednej szkoły, oboje znaliśmy nasze paczki znajomych, jednak prócz tego, że byliśmy razem i zaczęliśmy tworzyć jakieś wspólne życie (bardziej: początki wspólnego życia), widziałam też Jego w różnych sytuacjach, kiedy ja byłam tylko nieuczestniczącym obserwatorem. Kiedyś usłyszałam, że będąc na imprezie warto czasem stanąć z boku i przypatrzeć się swojej drugiej połówce, która zajęta jest rozmową albo właśnie tańczy na parkiecie. Być z boku i obserwować - to podobno sprawia, że druga połówka staje się w naszych oczach bardziej atrakcyjna, bo jakby niedostępna, będąca w świecie bez nas, gdzie liczy się tylko on/ona i ludzie wokół niego/niej. Co więcej - właśnie wtedy możemy naszą sympatię poznać. Zobaczyć, jak się zachowuje, gdy nas nie ma w pobliżu (czytaj: w obrębie pięciu metrów. Nikt nie mówi tu o śledzeniu!).


Stworzyliśmy wspólnie notes, w którym zapisujemy ważne dla nas daty, wklejamy bilety do kina i notujemy, co sobie podarowaliśmy i na jaką okazję. To świetny pomysł, by trzymać wspomnienia w jednym miejscu.


 Kiedy przyjdzie już taki czas, gdy poczujemy się, jakbyśmy wiedzieli o sobie wszystko i zabraknie nam takiego "patrzenia na siebie z boku", powrócimy myślami do rzeczy, które robiliśmy wspólnie dawno temu, a także przypomnimy sobie, co zauroczyło nas w sobie na początku.

Będąc na studiach, dużo czasu spędzamy razem, ale już poza uczelnią. Studiujemy w dwóch różnych końcach miasta, dwa różne kierunki, a czas razem jest czasem, w którym skupiamy się na sobie i nie ma nikogo wokół (nie mówię o wyjściach na miasto albo spotkaniach ze znajomymi, tylko "zwyczajnych" popołudniach spędzonych z Netflixem i dobrą kawą). Co za tym idzie - nie obserwujemy się więc będąc w interakcjach z innymi osobami. Nie wiem, czy na uczelni jest zaliczany do tych aktywnych, czy tych mniej; albo czy otacza się gronem znajomych, a może jest introwertykiem? Prawdę mówiąc - brakuje mi tego. I bardzo lubię sytuacje, gdy na grillu albo spotkaniu ze znajomymi mogę popatrzeć na Niego nieco... z boku.

Do czego zmierzam? Dużo łatwiej jest nam polubić osobę, którą coś łączy z naszym środowiskiem. Naszym światem. Znajomym znajomych lub kolegę/koleżankę w szkole, na uczelni. Dużo łatwiej jest się zakochać w koledze ze szkoły niż w mężczyźnie w kolejce do kasy stojącym za nami, chyba, że będzie to miłość od pierwszego wejrzenia, która może zdarzyć się wszędzie i w najmniej oczekiwanych warunkach. Dlaczego szkoła, praca, uczelnia są świetnymi miejscami, by poznać naszą miłość? Bo możemy jej się przyjrzeć! I wpatrywać. Długimi godzinami (albo tyle, ile trwa przerwa).

Trzeba cały czas pamiętać, że choć jesteśmy razem - każde z nas jest osobną jednostką. To bardzo ważne. Oczywiście, tworzyć (w małżeństwie czy związku) "jedno ciało" - dbać o siebie wzajemnie, kochać się, troszczyć, dzielić wspólnie dom, pasje, zarobki... Ale to nie o to chodzi. Czasem warto się zatrzymać i spojrzeć na siebie tak, jakbyśmy się nie znali. Jeśli on ma pasje - popatrz, jak oddaje jej się bez pamięci. Jeśli Ty jesteś duszą towarzystwa i w gronie znajomych czujesz się jak ryba w wodzie, fajnie jest zobaczyć, jak On wpatruje się w Ciebie, gdy opisujesz coś koleżance, gestykulując.

* * *

Jeśli mowa o celebracji momentów, prócz zdjęć, które uwielbiam, warto też podarować sobie coś od serca. W Studio Błogo (klik) można znaleźć piękne grafiki inspirowane Słowem Bożym, które prócz pięknego wyglądu i minimalizmu, niosą głęboki przekaz.


Błogo to firma prowadzona przez dwie Polki (a co ważne, warto wspierać polskie działalności w tym wyjątkowym czasie). Warto pomyśleć o tak wyjątkowym prezencie dla drugiej połówki albo Mamy, bo przecież Dzień Matki już niedługo. Cytat z Biblii (Hymn o miłości - coś pięknego) w oryginalnej, subtelnej aranżacji - grafika z Błogo na ścianie wygląda jak plakat, jednak skupia na sobie uwagę i daje do myślenia. Niebanalne, piękne i od serca.

PS Nie jest to post sponsorowany, absolutnie, ale ta przesyłka tak mnie ucieszyła i oczarowała dopracowaniem każdego detalu, że musiałam się tym podzielić. Bardzo doceniam, gdy w pracę zostanie włożone serce.


Komentarze

Prześlij komentarz

Koniecznie zobacz!