Be a Lady They Said
![]() |
| Cynthia Nixon w "Be A Lady They Said" (Fot. materiały prasowe) |
Manifest Camille Rainville "Be A Lady They Said", autorki bloga "Writings of a Furious Womas" zyskał drugie życie za sprawą filmu, w którym Cynthia Nixon wymienia nakazy i zakazy, które kobiety słyszą już od najmłodszych lat. Haczyk tkwi w sprzeczności tych reguł. Kobieta ma nie być, nie istnieć, tylko spełniać wymagania społeczeństwa.
„Bądź damą, mówili. Twoja spódnica jest za krótka. Twoja koszulka jest za długa. Twoje spodnie są zbyt obcisłe. Nie odsłaniaj tyle skóry. Nie pokazuj ud. Nie pokazuj piersi. Nie pokazuj talii. Nie pokazuj dekoltu. Nie pokazuj bielizny. Nie pokazuj ramion. Zasłoń się. Pozostaw coś dla wyobraźni. Ubieraj się skromnie. Nie kuś”
Trudno się z tym nie zgodzić. Generalizując: czego kobieta nie zrobi, zawsze będzie źle. Która z nas nigdy nie czuła się podobnie? Nasuwa się tylko pytanie, czy to mężczyźni chcą włożyć nas w ramy, czy to my same, Kobiety, nakręcamy na siebie spiralę wymagań, niedoścignionych wzorców, a karą za brak ich przestrzegania staje się, uwaga, narażenie się innym kobietom i bycie "na językach"?
Zastanawiałam się, kto najpierw skrytykowałby mnie za zbyt krótką sukienkę na imprezie. Przecież nie znajomi płci męskiej - oni popatrzyliby pewnie na zgrabne, ich zdaniem, nogi. To prędzej od koleżanek ("koleżanek") usłyszałabym nieprzychylne komentarze lub szepty za moimi plecami.
Nie mówię oczywiście o dewiacyjnych odstępstwach od reguły. Na myśl przyszła mi sytuacja, mająca miejsce niecałe dwa lata temu w Irlandii, gdy oskarżony o gwałt na 27-latce został uniewinniony, a argumentem użytym w obronie były koronkowe majtki ofiary. Absurd i niedowierzanie. Gwałt zawsze był, jest i będzie winą gwałciciela. Strój nie jest usprawiedliwieniem. Nic nie jest usprawiedliwieniem.
Nie mówię oczywiście o dewiacyjnych odstępstwach od reguły. Na myśl przyszła mi sytuacja, mająca miejsce niecałe dwa lata temu w Irlandii, gdy oskarżony o gwałt na 27-latce został uniewinniony, a argumentem użytym w obronie były koronkowe majtki ofiary. Absurd i niedowierzanie. Gwałt zawsze był, jest i będzie winą gwałciciela. Strój nie jest usprawiedliwieniem. Nic nie jest usprawiedliwieniem.
* * *
Ten materiał zmusił mnie do refleksji nad feminizmem.
Zdaję sobie sprawę z faktu, iż w moim przypadku dość trudno jest mówić o byciu czołową feministką i grzmieć na każdym kroku o niesprawiedliwym podziale ról w społeczeństwie. Jestem katoliczką i mam silny fundament w postaci systemu norm i wartości, z którym idę przez życie. Dość konserwatywny, ale przede wszystkim szanujący drugiego człowieka, to na pierwszym miejscu. Trudno mi nawet powiedzieć, czy jestem feministką.
Po pierwsze, moim zdaniem feminizm gryzie się z teorią, że to mężczyzna jest zdobywcą, a kobieta ma być zdobywana, bo jesteśmy tak zakodowani. Pod tym względem jesteśmy zaprojektowani jak inne ssaki, facet jest na polowaniu, a zadaniem kobiety jest go zwodzić, czarować i sprawiać, żeby na żadną inną nie zwracał uwagi. Kobiety-samice robią wszystko, by zainteresowanego nimi samca alfa zatrzymać. Źle! By to on nie chciał żadnej innej samicy i sam dbał o to, by przy tej jednej jedynej zostać i zagrzać miejsce na stałe.
Po drugie, choć wiem, że jestem kobietą i potrafiłabym poradzić sobie ze wszystkim sama - lubię dawać wykazać się mężczyźnie. Jednocześnie, bardzo istotna jest dla mnie niezależność. Nie wyobrażam sobie "wisieć na facecie", to znaczy dopuścić do sytuacji, gdy określa mnie tylko on. Właściwie nie ma mnie, jest mój facet i ja u jego boku. Nie chciałabym być utrzymywana przez partnera, leżeć w domu i pachnieć, być wisienką na torcie jego sukcesów. Jasne, mogę być jego ozdobą. Nawet podoba mi się to określenie. Gdy bez Ciebie Twój facet nie błyszczy... Ale nigdy w życiu nie doprowadziłabym do sytuacji, gdy bez mężczyzny będę bezradna. Nie mówię o aspekcie psychicznym i emocjonalnym, takim jak wsparcie, troska, czułość, ale o sytuacji, gdy bez mojego mężczyzny nie jestem w stanie zdecydować się, jaki kolor butów kupię. Pewnie dlatego, że nie mam problemu z poczuciem niezależności i nie muszę "mieć" partnera na siłę, nie stanowi to dla mnie żadnego problemu, żeby pozwolić mojemu W. wnieść walizkę, zakupy, kupić żarówkę do lampki nocnej i po prostu wykonywać te wszystkie "męskie" rzeczy.
On jest zadowolony, wie, że go potrzebuję, a ja korzystam z uroków bycia kobietą i pozwalam sobie pomóc.
Po trzecie, uważam, że nie w każdym zawodzie kobieta ma równe szanse z mężczyzną. Nie mówię o hierarchiach w korporacjach, gdzie nie powinno liczyć się, czy projekt przygotował mężczyzna czy kobieta, ale o zawodach takich jak żołnierz, strażak, górnik. Z powodu uwarunkowań fizycznych kobieta nie osiągnie tak dobrych wyników w testach sprawnościowych jak jeden z lepszych żołnierzy, i szczerze, nie widziałam jeszcze kobiety z kilofem, choć pewnie znajdą się wyjątki.
Po czwarte - no proszę, drogie Panie, ręka w górę, która nie lubi dostawać kwiatów? Która z nas nie lubi, gdy mężczyzna przytrzymuje jej drzwi?
Tak samo, jak mężczyzna nie urodzi dziecka i nie stworzy ciepłego, domowego ogniska. Za atmosferę w domu odpowiada kobieta, potwierdzają to badania, a odbiegające od tego schematu sytuacje będą jedynie odstępstwem od reguły.
My, Kobiety, mamy mnóstwo możliwości i ogromne pole do popisu, by cieszyć się kobiecością. Mamy coś, czego nie mają mężczyźni. Jesteśmy wyjątkowe. Dlatego niezależnie od tego, czy jesteśmy feministkami czy nie, nie próbujmy we wszystkim dorównywać mężczyznom, bo... to ich zadaniem jest, żeby nas gonić ;).
Jeszcze więcej o filmie "Be a Lady They Said" znajdziecie tutaj.
Blog Camille Rainville, tutaj.




Moim zdecydowanie kobiety same demotywują i podcinają skrzydła innym. Ja najwięcej hejtu dostałam w większości kobiet :)
OdpowiedzUsuńby-tala.blogspot.com