5 kroków do zadbania o relację
Zastanawialiście się kiedyś, co jest dla Was największym szczęściem? Zaznaczam: nie pytam o to, o czym marzycie, do czego dążycie lub czego pragniecie. Pytam o to, co jest tu i teraz z Wami i sprawia, że jesteście szczęśliwi.
Myślę o tym, jak bardzo jestem szczęśliwa, gdy coś mi się uda. Im więcej włożyłam w to pracy i wysiłku, tym i radość i zadowolenie z siebie większe. Cieszę się, gdy widzę zarobione przez siebie pieniądze, które wydam na wakacje albo wymarzoną sukienkę. Lubię też ten moment, gdy polubiłam się z jakąś piosenką (mówię o tym stanie, gdy budzicie się i już ją słyszycie gdzieś w głowie). Słuchawki w uszach towarzyszą mi wtedy wszędzie, bardzo żałuję, że nie mogę wziąć ich pod prysznic. Kiedy zdajemy sobie sprawę z ulotności krótkich chwil i faktu, jak bardzo są dla nas szczęśliwe, też towarzyszy nam blogi spokój. Ale o carpe diem i innych tekstach pouczających nas o tym, by żyć chwilą i cieszyć się z małych rzeczy, każdy z nas co nieco wie. W internecie aż roi się od pouczeń, jak żyć carpe i jak być carpe.
W ostatnim czasie naprawdę sporo rozmyślam o szczęściu. Co się dzieje, że czasem wstaję i jestem szczęśliwa, albo podnoszę powieki i wiem, że mam zły humor? Szczęście płynące z samorealizacji nie trwa długo - wciąż chcemy więcej. Rzeczy materialne to tez nieustająca gonitwa. W zeszły czwartek cieszyłam się, bo znalazłam dobrze leżące (idealnie leżące!) na mnie dżinsy. W rozmiarze 32, w końcu, jeszcze rozmiar się zgadza! A potem? Walka z samym sobą żeby nie podjadać, uszanować swój wysiłek i nawet grama nie przytyć, a o słodkościach - zapomnieć. Czy w czasie dążenia do tego celu - jestem szczęśliwa? Chyba tak, bo gdy cel osiągnę, towarzyszy mi paleta różnych uczuć, ale szczęście jest najbardziej krótkotrwałe!
Znalazłam clue, kiedy jestem po prostu s z c z ę ś l i w a. Zaznaczam: to ja znalazłam odpowiedź na swoje pytanie i zachęcam wszystkich, by tej odpowiedzi szukali.
Ludzie. Ja nie umiem żyć bez ludzi. Może mi się sypać wszystko na głowę, ale gdy mam wokół się bliskich - jest okej. Jakie wyrzuty sumienia mam najczęściej? Że nie poświęciłam im wystarczająco dużo czasu. Nie liczę się ja, liczą się oni. Moje ja trwa krótko (gdy już kupię te dżinsy), ale Oni trwają wieczność. Są przy mnie, rzeźbią mnie, są mną. Mam na myśli moich rodziców, rodzeństwo, dziadków, drugą połówkę, przyjaciół i wszystkich, dla których rzuciłabym wszystko, by być z nimi tu i teraz.
To pięć moich zasad, których nie wyczytałam w żadnej z socjologicznych książek, a które wyróżniłam drogą własnego doświadczenia i analizy.
- Spędzanie razem czasu doceniłam najbardziej, gdy wyprowadziłam się na studia. W liceum, zapatrzona w przygotowania do matury i życie towarzyskie (zdane prawo jazdy, osiemnastki pozwalają wyfrunąć nieco z domu, chyba nie muszę tłumaczyć) nie widziałam nic złego w tym, że spędzam całe dnie zamknięta w pokoju, a jedyne czego potrzebowałam do szczęścia to kubek zielonej herbaty i spokoju do nauki. Wysunę wniosek, że wracając na weekend do domu ze studiów, spędzam z rodziną więcej czasu, niż chociażby w liceum. Jeśli mamy coś na co dzień, niekoniecznie oznacza to, że to szanujemy i doceniamy. Teraz każda minuta z najbliższymi jest dla mnie na wagę złota, bo doskonale wiem, jakie to uczucie wrócić do pustego mieszkania na koniec złego dnia i nie mieć do kogo się odezwać. Spędzając czas z najbliższymi, warto również włączyć tryb offline - w swojej głowie. Być "tu", nie "tam", w wirtualnym świecie.
- Wspólne zajęcia spajają, tak jak wspólny wróg ;). Pisząc pracę na seminarium badawcze, ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu lat nastąpiła ogromna dezintegracja rodziny. Czas razem zastępuje nam czas ze smartfonem. Grajmy więc razem w gry, upieczmy ciastka i wypijmy wspólnie kawę, a zamiast na "jak leci?" odpowiadać standardowe "spoko", zapytajmy, zagajając rozmowę: "jak myślicie, ośmiornica ma osiem nóg czy rąk?".
- Częste kontakty - nie tylko te bezpośrednie, choć są najważniejsze. Czasem wystarczy jeden telefon na dzień dobry albo wiadomość "dzięki za śniadanie!", by więź stała się bardziej zażyła.
- Doceniaj. Nie narzekaj, nie marudź, nie szukaj dziury w całym. Pochwały i docenianie działają cuda. System kar i nagród nie jest, moim zdaniem oczywiście, sprawiedliwy. Skup się na tym, by sprawić drugiej osobie radość. To zawsze popłaca. I zacieśnia więzi.
- Zacznij od siebie - nie szukaj wymówek, że gdybyś był po wypłacie, to przygotowałbyś kolację, a że nie jesteś - poczekasz, aż ktoś zrobi to za Ciebie. Postaraj się i popisz pomysłowością. Jeśli relacja z kimś bliskim daleka jest od ideału, zawsze możesz zastanowić się, co jest nie tak właśnie w Twoim zachowaniu. A lekiem na wszystko jest rozmowa. Do dzieła :).



W odczuwaniu szczęścia najpiękniejsze jest to, że każdy podchodzi do tego indywidualnie :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!