Pielęgnacja naturalna
Nie jestem kosmetyczną świruską. Wszystkie produkty staram się zużywać do ostatniej kropli, a nowe perełki kupować dopiero, gdy rzeczywiście dany kosmetyk zużyję. Nie lubię mieć otwartych pięciu balsamów na raz i trzech żeli do kąpieli. Zdecydowanie wolę wykorzystać jeden krem i dopiero wtedy zaopatrzyć się w nowy. Staroświeckie podejście, prawda? Bo gdzie w tym wszystkim etykieta naszych czasów, konsumpcjonizm? ;)
Zanim już dojdzie do kosmetycznych zakupów, wcześniej oczywiście muszę zorientować się, co w trawie piszczy. Przeglądam Instagram, nowinki kosmetyczne na YouTube, ulubione blogi, by później z wstępnie przygotowaną listą przemierzać drogeryjne regały i podjąć decyzję. Należę do tej grupy dziewczyn, które zamiast tradycyjnego buszowania między wieszakami wybierają kosmetyki - to mniej męczące, a jednocześnie bardziej relaksujące i ekscytujące zarazem zajęcie. Dlatego też będąc już w drogerii, biorę do ręki każdą buteleczkę i starannie podejmuję wybór, bo wiem, że nie rozstaniemy się do ostatniej kropelki.
Nigdy szczególnie nie zwracałam uwagi na składy używanych przeze mnie kosmetyków. Liczyła się dla mnie ładna buteleczka i spełnianie swojej funkcji. Dosyć niedawno zaczęłam patrzeć na etykiety i dotarło do mnie, że często reklama a jakość nie idą w parze. I choć wiem, że mam ogromne braki w wiedzy o naturalnych składnikach (nie jestem przecież żadną specjalistką), znalazłam w swojej kosmetyczce kilka godnych polecenia produktów - z w porządku składem i ceną w granicach rozsądku.
Misja - twarz
W prezencie, pod choinką, znalazłam nawilżający krem do twarzy (klik) oraz esencję w lekkiej mgiełce (klik). Jeśli ktoś mnie zna, nie powinien być zdziwiony, dlaczego właśnie zapach Coco tak mnie ujął. Miya Cosmetics to polska marka kosmetyczna - sprawdzi się tu powiedzenie cudze chwalicie, swego nie znacie, bo Miya naprawdę zasługuje na rekomendację.
Rzadko zdarzało mi się używać kosmetyków o subtelnym zapachu, a
jednocześnie tak świeżym i orzeźwiającym. Krem do twarzy z olejkiem kokosowym nakładam głównie na dzień,
świetnie sprawdza się jako baza pod podkład. Wyznaję zasadę im mniej, tym lepiej, dlatego na próżno szukać w mojej kosmetyczce baz matujących czy rozświetlających. To wszystko zastępuje mi krem, który nawilża, nie zapycha, nie jest tłusty (bo to bardzo ważne!) i pięknie współgra z podkładem czy kremem BB. Esencji coco w mgiełce używam zaś przed nałożeniem kremu. Nie mogę doczekać się lata, bo jeśli nawet zimą mgiełka odświeżała mi twarz i dodawała cerze blasku, w gorące dni będzie wybawieniem.
Kosmetyki Miya są wegańskie, mają naturalne składniki: nie znajdziemy w ich składach parabenów, silikonów czy barwników. To kropka nad i, ale wygląd produktów również jest dla nich atutem - minimalistyczny i oryginalny zarazem. Wiem jedno - to nie ostatnie kosmetyki tej marki, po które sięgnęłam.
Ciało i dłonie
Czy wyobrażacie sobie swojego Mężczyznę, który buszuje po sklepach z kosmetykami naturalnymi i szuka dla Was wymarzonego prezentu na Dzień Kobiet? Nie ogarniając kompletnie, czym różni się peeling od masła, krem od maski... Mój W. totalnie rozczulił mnie tym prezentem i kolejny raz pokazał, że słuchanie podświadomych komunikatów kobiet chyba nie jest tak trudne, jak wszystkim się wydaje ;).
Pierwszy raz zetknęłam się z firmą Biolove (znajdziecie między innymi w Kontigo) i przepadłam. Jestem maniaczką mycia rąk, robię to kilkanaście, albo i kilkadziesiąt razy dziennie, więc krem do rąk jest jednym z najczęściej używanych przeze mnie kosmetyków. Rzadko jednak jestem nim zachwycona - często zamiast nawilżać i szybko się wchłaniać, krem pozostawiał lepką warstwę, a jeśli już wchłaniał się szybko, za chwilę nie pamiętałam już, że smarowałam czymkolwiek ręce. Plusy kremu do rąk z Biolove - prócz naturalnego składu, z czego wynika krótka data ważności - to z pewnością zapach, który jest obłędny (owoce leśne), nawilżenie (skóra jest miękka i elastyczna jeszcze kilka godzin po użyciu, nawet po kilkukrotnym umyciu rąk) i szybkie wchłanianie, które jak widać może iść w parze z funkcją nawilżania.
A olej kokosowy nierafinowany? Znów KOKOS, więc jestem wniebowzięta, ale tak poważnie - nie miałam tak miękkiej i nawilżonej skóry po żadnym balsamie. Wystarczy odrobina oleju, który w konsystencji przypomina prawdziwego kokosa i rozgrzanie go w dłoniach. Uwaga - olej również ma krótki termin ważności, dlatego warto wziąć to pod uwagę i używać go na tyle często, by zdążyć przed upłynięciem terminu.
Olej kokosowy nierafinowany - klik
Krem do rąk o zapachu owoców leśnych - klik
Pielęgnacja
Czy ktoś mi uwierzy, że kupiłam naturalne kosmetyki na promocji w Lidlu? Jak się okazało - YOPE to równie polska marka, bazująca na naturze, jakości, przystępności i dobrej cenie. Jeszcze w grudniu w przedświątecznej gorączce znalazłam żel pod prysznic (klik) - bez SLS, PRB i składników pochodzenia zwierzęcego, o zapachu kokosa i soli morskiej za jakieś czternaście złotych. Rzeczywiście, skóra staje się miękka, delikatna i oczyszczona, a pojemnik z pompką wygodny w użytkowaniu. Minusem jest jednak dla mnie zapach. Kojarzy mi się raczej z jakimś dziwnie pachnącym lekarstwem niż kokosem, ale z racji, że zapach to kwestia subiektywna - może ktoś stwierdzi, że to właśnie zapach, którego szukał.
Odżywka do włosów normalnych mleko owsiane (klik), jak dla mnie, nie ma natomiast minusów żadnych. Jeszcze więcej naturalnych składników (żel 93%, odżywka 98%), poręczne opakowanie w tubce, włosy miękkie, gładkie i ujarzmione, na czym bardzo mi zależało jako właścicielce włosów niesfornych i puszących się.
Wisienka na torcie, ale istotna jak dla mnie - przyciągający wzrok, oryginalny design. Fajnie, że polskie marki stoją na tak wysokim poziomie i z łatwością mogą zmieść z piedestału zagranicznych konkurentów! Warto też pamiętać, że jeśli dbamy o dietę, powinniśmy zadbać również o kosmetyki, których używamy - skóra przepuszcza i wchłania składniki, dlatego karmmy ją dobrze.






Miałam okazję testować produkty marki MIYA i byłam bardzo z nich zadowolona. Natomiast o YOPE słyszałam wiele dobrego i aż chyba się skuszę po tą odżywkę !
OdpowiedzUsuńby-tala.blogspot.com