Zarządzanie czasem a sukces | Wojciech Kolańczyk
Wojciech Kolańczyk to przykład osoby walczącej o swoje - dosłownie i w przenośni, bo będąc szermierzem walczącym na światowych planszach wie, czym jest prawdziwa walka. O cenie sukcesu, wyrzeczeniach, organizacji czasu, zmianach w życiu, a przede wszystkim - pasji - opowiedział mi wielokrotny Mistrz Polski i Europy oraz brązowy medalista zeszłorocznej Uniwersjady w Neapolu.
Wojtku, zacznijmy od początku. Jesteś w szkole podstawowej, zaczynasz trenować szermierkę. Wybór padł właśnie na ten sport, nie popularną piłkę nożną albo sztuki walki.
Szermierka to jedyny sport, w którym treningi odbywały się przy mojej szkole. Zapisał mnie Tata, zaprowadził pierwszy raz na salę szermierczą i tak to się zaczęło.
Koledzy wracali ze szkoły do domu, odrabiali lekcje i biegli na dwór. A ty?
W dni, w które nie chodziłem na treningi biegłem razem z nimi. Znaczna część moich kolegów była też zapisana na szermierkę. Moich dwóch najlepszych przyjaciół z podstawówki uczestniczyło w zajęciach razem ze mną. Z czasem zaczęli się wykruszać, a ja zostałem tej szermierce wierny.
Z czego wynikała ta rezygnacja?
Myślę, że po prostu szermierka to sport mało popularny i większość chłopaków wolała grać w piłkę nożną. Chyba dlatego zrezygnowali.
Dlaczego w takim razie Ty zostałaś?
Od początku odnosiłem jakieś tam, powiedzmy, małe sukcesy, miałem wyniki, co zawsze motywowało mnie do ciężkiej pracy. Kiedyś zamarzyła mi się piłka nożna, trwało to bardzo krótko. Rodzice zachęcili mnie wtedy, żebym został na szermierce i zasugerowali, że lepiej robić jedną rzecz, ale dobrze i dawać z siebie wszystko.
Skąd u Ciebie taka upartość i dążenie do postawionych sobie celów?
Sukcesy przyszły dosyć szybko i jako dziecko nie zastanawiałem się bardzo nad tym, czy to kwestia treningów, wytrenowania, czy talentu. Miałem talent, wygrywałem talentem - jestem też leworęczny, to dużo ułatwia w szpadzie. Zawsze też Tata pchał mnie do przodu i dopingował w działaniach szermierczych, jeździł ze mną na zawody i bardzo wczuł się w rolę "drugiego trenera".
To Tata uświadomił Cię w myśleniu "mam predyspozycje, muszę walczyć"?
Sukcesy przyszły dosyć szybko i jako dziecko nie zastanawiałem się bardzo nad tym, czy to kwestia treningów, wytrenowania, czy talentu. Miałem talent, wygrywałem talentem - jestem też leworęczny, to dużo ułatwia w szpadzie. Zawsze też Tata pchał mnie do przodu i dopingował w działaniach szermierczych, jeździł ze mną na zawody i bardzo wczuł się w rolę "drugiego trenera".
To Tata uświadomił Cię w myśleniu "mam predyspozycje, muszę walczyć"?
Do momentu, gdy miałem dwanaście, trzynaście lat, bawiłem się szermierką. Miałem marzenia, by pojechać na Igrzyska i tak dalej. Gdy byłem ośmiolatkiem polska drużyna szpadzistów zdobyła medal i pierwszy powiedział mi o tym Tata. Wtedy jakoś szczególnie mnie to nie przejęło, stwierdziłem, że to nic takiego. Jednak teraz chciałbym stanąć na najwyższym stopniu Igrzysk Olimpijskich. Trenowanie sprawiało mi frajdę. Stworzyliśmy naprawdę fajną atmosferę w naszym teamie - ja, mój Tata i trener. Trio, w którym jeździliśmy razem na zawody i bardzo mi się to podobało.
Początek Twoich wielkich sukcesów ma miejsce w szkole średniej. Nastolatek zgarniający brąz Mistrzostw Europy U-23 w Mińsku indywidualnie i drużynowo. Wicemistrz i Mistrz Polski w kategorii Kadetów. Mistrz Polski w kategorii U-23, mając osiemnaście lat. Brąz dwa lata z rzędu na Mistrzostwach Polski Juniorów. Mogłabym tak wymieniać, wymieniać i wymieniać. Spadły na Ciebie lawinowo te zwycięstwa. Miałeś taki moment, że zacząłeś gwiazdorzyć?
Szermierka jest na tyle niepopularnym sportem, że nie było mowy o rozpoznawalności na ulicy czy w centrum handlowym. Pochodzę też z dosyć małej miejscowości, w której wszyscy dobrze mnie znali i z gazet czy internetu dowiadywali się o moich wynikach. Ale wiadomo, gdy byłem w liceum i przyszły większe sukcesy, bardzo mnie to ucieszyło i poczułem, że mogę wygrywać. Stałem się pewniejszy siebie, to na pewno.
Wyjazdy były nieodłączną częścią szermierki. Czego Cię nauczyły?
Przede wszystkim odpowiedzialności, zadbania o siebie samego. Miałem możliwość odkrywać świat, dużo zwiedzać. Pewnie nigdy w takim wieku nie wyjechałbym do Stanów Zjednoczonych, Uzbekistanu czy Kanady, bo nie miałbym na to pieniędzy, możliwości. Szermierka była i jest dla mnie pewnego rodzaju oknem na świat.
Czy Twoja dojrzałość, to, czego nauczyłeś się dzięki wyjazdom sprawiło, że wyróżniałeś się na tle swoich znajomych?
Tak. Dało się to zauważyć chociażby w liceum. Większość chłopaków imprezowała, zajmowali się rzeczami, które robi się w wieku osiemnastu czy dziewiętnastu lat. Ja próbowałem natomiast zawsze mieć wszystko zaplanowane, dopięte na ostatni guzik - tego właśnie nauczył mnie sport.
Przede wszystkim odpowiedzialności, zadbania o siebie samego. Miałem możliwość odkrywać świat, dużo zwiedzać. Pewnie nigdy w takim wieku nie wyjechałbym do Stanów Zjednoczonych, Uzbekistanu czy Kanady, bo nie miałbym na to pieniędzy, możliwości. Szermierka była i jest dla mnie pewnego rodzaju oknem na świat.
Czy Twoja dojrzałość, to, czego nauczyłeś się dzięki wyjazdom sprawiło, że wyróżniałeś się na tle swoich znajomych?
Tak. Dało się to zauważyć chociażby w liceum. Większość chłopaków imprezowała, zajmowali się rzeczami, które robi się w wieku osiemnastu czy dziewiętnastu lat. Ja próbowałem natomiast zawsze mieć wszystko zaplanowane, dopięte na ostatni guzik - tego właśnie nauczył mnie sport.
Jak wyglądał w takim razie Twój standardowy tydzień w liceum?
Może zacznę od gimnazjum. W trzeciej klasie też miałem bardzo dużo wyjazdów, nauki na pewno było mniej niż w liceum, a szkoła znajdowała się w miejscowości, w której mieszkałem, więc od razu po lekcjach byłem w stanie wrócić do domu, zjeść obiad i iść na trening.
W liceum od ósmej do piętnastej zajęcia, od siedemnastej trening na sali z trenerem, wracałem do domu wieczorem, zjadłem coś i około dwudziestej, dwudziestej pierwszej miałem już czas na naukę. Często uczyłem się do późna albo wstawałem wcześniej rano, żeby coś dokończyć. Wiadomo, nie wszystkiego byłem w stanie się nauczyć, dużo ściągałem i ułatwiałem sobie jak mogłem, wstyd się przyznać (śmiech). Najwięcej wyjazdów miałem wtedy w pierwszej liceum, bo od początku września do końca kwietnia co tydzień, z przerwą na święta, wyjeżdżałem. W drugiej, trzeciej klasie nie było wcale lepiej, chociaż wyjazdów było trochę mniej. W klasie maturalnej poznałem też swoją dziewczynę i to również wpłynęło na to, że musiałem jakoś rozplanować sobie czas. Jestem z nią do dzisiaj, więc myślę, że się udało.
Miałeś w ogóle czas na życie przeciętnego nastolatka? Znajomi, konsola, imprezy...
Na pewno miałem mniej takiego "młodzieńczego" życia, gdzie jest miejsce na imprezy, alkohol i spotkania z przyjaciółmi. Gdy tylko miałem wolną chwilę, lubiłem spotkać się ze znajomymi.
A nauczyciele? Dawali Ci fory?
Na początku nie - nie wiedzieli, z czym się to je. Szermierka, wyjazdy, zawody. Jednak potem, gdy zobaczyli, że mam bardzo dobre wyniki w sporcie nieco mi odpuścili i było łatwiej dogadać się lub prosić o przesunięcie terminu zdania jakiegoś przedmiotu. Nie ze wszystkimi nauczycielami tak było.
Na pewno miałem mniej takiego "młodzieńczego" życia, gdzie jest miejsce na imprezy, alkohol i spotkania z przyjaciółmi. Gdy tylko miałem wolną chwilę, lubiłem spotkać się ze znajomymi.
A nauczyciele? Dawali Ci fory?
Na początku nie - nie wiedzieli, z czym się to je. Szermierka, wyjazdy, zawody. Jednak potem, gdy zobaczyli, że mam bardzo dobre wyniki w sporcie nieco mi odpuścili i było łatwiej dogadać się lub prosić o przesunięcie terminu zdania jakiegoś przedmiotu. Nie ze wszystkimi nauczycielami tak było.
Czy w takim razie - ojcem sukcesu jest pasmo niekończących się wyrzeczeń? Przecież już będąc dzieckiem, gdy inni biegali po podwórku, Ty codziennie udawałeś się na treningi. Regularnie musiałeś z czegoś rezygnować na rzecz pasji, ambicji.
Myślę, że w każdej dyscyplinie, niezależnie czy jest to sport czy gra na fortepianie, trzeba poświęcić swój czas i swoje życie, by zostać mistrzem. To nieodzowne, dotyczące każdego, kto ma jakąś pasję i dąży do konkretnych celów.
Co oznacza w takim razie Twoim zdaniem być człowiekiem zorganizowanym?
Najważniejsza jest umiejętność planowania wprzód. Codziennie wiedziałem, co będę robić, co muszę zrobić, zrealizować. To zarządzanie czasem, by mieć czas i rzeczy priorytetowe nie poszły w odstawkę. Nigdy nie było tak, że nie uczyłem się w ogóle na rzecz sportu, zawsze próbowałem to pogodzić.
Nauczyli Cię tego rodzice?
Tak. Oboje są nauczycielami i nauczyli mnie pewnych rzeczy, nawyków, które do dziś bardzo mi pomagają w życiu sportowca.
Tak. Oboje są nauczycielami i nauczyli mnie pewnych rzeczy, nawyków, które do dziś bardzo mi pomagają w życiu sportowca.
Myślisz, że gdybyś miał w sobie więcej luzu, "nieogarnięcia", lekkiego podejścia do życia, potrafiłbyś połączyć szkołę, szermierkę i życie osobiste?
Gdybym nie miał takiej dyscypliny i niedopilnowania jeśli chodzi o treningi, szkołę i życie towarzyskie, to na pewno nie osiągnąłbym tego, co osiągnąłem.
Gdybym nie miał takiej dyscypliny i niedopilnowania jeśli chodzi o treningi, szkołę i życie towarzyskie, to na pewno nie osiągnąłbym tego, co osiągnąłem.
Masz w takim razie receptę, jak ogarnąć tyle rzeczy na raz, a jednocześnie w każdej dziedzinie życia być stuprocentowym sobą i dawać z siebie jak najwięcej?
Trzeba ustalić sobie priorytety. Nie da się robić wszystkiego na raz tak samo dobrze. Najważniejsza była dla mnie szermierka, później szkoła, a na końcu znajomi. Wiadomo, nie odpuściłem sobie całkowicie relacji ze znajomymi, ale były w tym czasie rzeczy ważniejsze.
Trzeba ustalić sobie priorytety. Nie da się robić wszystkiego na raz tak samo dobrze. Najważniejsza była dla mnie szermierka, później szkoła, a na końcu znajomi. Wiadomo, nie odpuściłem sobie całkowicie relacji ze znajomymi, ale były w tym czasie rzeczy ważniejsze.
Owoce swojej pracy zbierałeś w roku 2017, a także dwa lata później. W 2019 wspólnie z Damianem Michalakiem, Wojciechem Lubienieckim i
Wiktorem Szkopem wywalczyłeś złoty medal w Mistrzostwach Europy Juniorów, później - srebrny medal na Mistrzostwach Europy U-23 w Płowdiw. Zostałeś też indywidualnym Wicemistrzem i Mistrzem Polski drużynowo w kategorii Seniorów. Dużo tego. A masz zaledwie 21 lat.
Trochę się tego nazbierało. 2019 rok był bardzo udany. Wydaje mi się, że ciężka praca w pewnym stopniu popłaciła i udało się osiągnąć te wyniki, ale myślę, że jeszcze dużo przede mną. Mam nadzieję, że to nie jest jeszcze moje ostatnie słowo.
Trochę się tego nazbierało. 2019 rok był bardzo udany. Wydaje mi się, że ciężka praca w pewnym stopniu popłaciła i udało się osiągnąć te wyniki, ale myślę, że jeszcze dużo przede mną. Mam nadzieję, że to nie jest jeszcze moje ostatnie słowo.
Utkwiło mi w pamięci Twoje lipcowe zwycięstwo, które można przyrównać do igrzysk olimpijskich, ale dla studentów. Podczas 30. Uniwersjady rozgrywanej w Neapolu w turnieju indywidualnym wywalczyłeś brązowy medal. W turnieju drużynowym wspólnie z kolegami zająłeś czwarte miejsce. Pamiętam Twoje telewizyjne wywiady, ogromne zainteresowanie mediów, którym się cieszyłeś. Byłeś na językach. Każda kolejna wygrana to apetyt na więcej?
Tak, zdecydowanie. Chyba w życiu każdego sportowca wygrana napędza, chce się więcej. Właśnie takie uczucia podtrzymują sportowca przy tym, co robi, czym się zajmuje. Mogę powiedzieć to z mojego punktu widzenia, ale też z punktu widzenia kolegów, z którymi trenuję. Odbyliśmy wiele takich rozmów, oni widzą to podobnie.
To wszystko działo się w trakcie trwania pierwszego roku studiów. Zmieniłeś też, pierwszy raz w życiu, klub - z UKS Irwin Manieczki przeszedłeś do Wratislavii. Wiązało się to z przeprowadzką do Wrocławia. Lubisz zmiany?
Była to na pewno największa zmiana w moim życiu. Zmiana klubu była konieczna. W Manieczkach trenowałem sam, indywidualnie z trenerem, bo nie było więcej sparingpartnerów. Wrocław był na pewno zmianą na plus jeśli chodzi o szermierkę, mam lepsze warunki do trenowania, więc myślę, że była to dobra zmiana.
Była to na pewno największa zmiana w moim życiu. Zmiana klubu była konieczna. W Manieczkach trenowałem sam, indywidualnie z trenerem, bo nie było więcej sparingpartnerów. Wrocław był na pewno zmianą na plus jeśli chodzi o szermierkę, mam lepsze warunki do trenowania, więc myślę, że była to dobra zmiana.
Zmianom zawsze towarzyszy pewna niewiadoma, stres. Mimo to, są według Ciebie potrzebne?
Tak! Jest to pewnego rodzaju wyzwanie, które warto podjąć i przezwyciężyć. Chociażby przeprowadzka do innego miasta, nowy tryb życia, nawet nauczenie się korzystania z komunikacji miejskiej czy sposobu poruszania się po dużym mieście jest dla każdego, kto się tam nie wychował czymś nowym i warto to przezwyciężyć.
Tak! Jest to pewnego rodzaju wyzwanie, które warto podjąć i przezwyciężyć. Chociażby przeprowadzka do innego miasta, nowy tryb życia, nawet nauczenie się korzystania z komunikacji miejskiej czy sposobu poruszania się po dużym mieście jest dla każdego, kto się tam nie wychował czymś nowym i warto to przezwyciężyć.
Jesteś młody, a twardo stąpasz po ziemi. Swoim doświadczeniem i zorganizowaniem mógłbyś obdzielić wielu ludzi. Czego w takim razie można Ci życzyć?
Moim marzeniem na pewno, odkąd pamiętam, jest zdobycie złotego medalu na Igrzyskach Olimpijskich, ale póki co nie wiadomo, jak to wszystko się rozwinie w związku z obecną sytuacją na świecie. Myślę, że powodzenie w szermierce zawsze się przyda.
Moim marzeniem na pewno, odkąd pamiętam, jest zdobycie złotego medalu na Igrzyskach Olimpijskich, ale póki co nie wiadomo, jak to wszystko się rozwinie w związku z obecną sytuacją na świecie. Myślę, że powodzenie w szermierce zawsze się przyda.






Ja zawsze będę kibicować i podziwiać osoby które mają swoje pasje którym się poświęcają. Moją taką małą pasją stają się rośliny doglądam je pilnuje czy rosną i siedzę co noc czytając o nich.
OdpowiedzUsuńby-tala.blogspot.com