Ziaja, pielęgnacyjny set i świece
Odnoszę wrażenie, że większość z nas ma ostatnio nieco więcej czasu dla siebie. Chcąc nie chcąc, pozbyłyśmy się części obowiązków i jeśli mamy rozpocząć jakieś nowe aktywności lub zadbać o siebie - teraz jest na to idealny czas. Jeśli w czasie odpoczynku relaksuje się zarówno ciało i umysł - możemy być z siebie dumni, bo osiągnęliśmy złoty środek. Można też połączyć przyjemne z pożytecznym: przygotować spa dla ciała i cieszyć się przyjemną atmosferą panującą dookoła.
Ziaja marshmallow - peeling cukrowy i galaretka myjąca do kąpieli
Ze słodkiej serii Ziai o zapachu "truskawkowy puch" używałam już pianki do mycia rąk i kremu. Teraz chciałabym skupić się na peelingu - na galaretkę przyjdzie jeszcze czas, bo póki co staram się wykorzystać wszystkie otwarte żele i pianki (o używaniu kosmetyków do ostatniej kropli pisałam już tutaj).
Peeling pachnie jak cukierek. Jeśli nie przepadacie za słodkimi zapachami - stanowczo odradzam. Ja jestem jednak ich dużą fanką. Nakładając peeling na ciało, masz ochotę go zjeść. Jest gruboziarnisty, więc już po pierwszym użyciu nasza skóra jest miękka i wygładzona, ale co ważne - nieprzesuszona. Nie znam się zbyt dobrze na składach kosmetyków (wiem tylko, na co zwracać szczególną uwagę gdy mowa o naturalnych składnikach), ale peeling ma w sobie coś, co sprawia, że skóra pozostaje aksamitna w dotyku. Balsam wydaje się więc zbędny.
Pielęgnacyjny set
Szczególnie teraz, spędzając tyle czasu w domu staram się zużywać
wszystkie kosmetyki i produkty, które zalegają na półkach, regałach i
w toaletce. Postawiłam sobie cel, by najpierw wykorzystać wszystkie maseczki, kremy nawilżające, żele i odżywki, które mam w domu i dopiero wtedy zacząć polowanie na nowe sztuki. To duża oszczędność pieniędzy i miły gest w stronę minimalizmu i mówienia stop konsumpcjonizmowi.
Zdecydowanie należę do #teamprysznic. Jednak gdy wieczór jest długi, a w planach masz tylko książkę lub Netflixa - wanna staje się miłą alternatywą. Kapsułka do kąpieli z Douglasa długo czekała na swoją kolej, więc w końcu zdecydowałam się ją wykorzystać. Bardzo lubię olejki do włosów - szczególnie arganowy lub ten z czarnuszki. Nakładam go na włosy i związuję je w koka, biorę kąpiel, a na samym końcu myję włosy. Są miękkie, puszyste i odżywione. Plusem jest też cena oraz dostępność - ten znalazłam w Biedronce za niecałe pięć złotych.
Dużym zaskoczeniem była dla mnie maseczka. Niestety, negatywnym. Rzadko zdarza się, bym nie chciała dać jakiemuś produktowi drugiej szansy albo pewnie stwierdziła, że coś jest tragiczne. Tak niestety było w przypadku tej maski. Jedyne, co zgadzało się z obietnicami na opakowaniu - faktycznie, brokatu było dużo. Bardzo dużo. Maseczka podobno miała być peel off. W rzeczywistości nie była, a na twarzy zachowywała się jak cement. Spędziłam dobry kwadrans na próbach pozbycia się tony brokatowych drobinek z twarzy. Takim cudom mówimy nie ;).
Nastrój - świece H&M Home
Kiedyś dostałam małą świeczkę w słoiczku, która mieściła mi się na dłoni. Zapamiętałam ją, bo żadna świeca nie pachniała tak intensywnie, a zarazem delikatnie - do ostatnich kropel wosku. Był to świeży zapach (być może pranie?), a na spodzie słoiczka znalazłam napis, drobnymi literami: H&M Home. Długo szukałam potem podobnych świec, nawet o innych nutach zapachowych, ale jedyne co znalazłam to standardowe rozmiary za ponad siedemdziesiąt złotych. Świetnie sprawdziły się na prezent (moja Mama była zachwycona), ale gdybym kupiła ją dla siebie nie spałabym pół nocy, mając świadomość, ile pieniędzy puściłam z dymem ;).
Ogromnie ucieszyłam się więc ze świec z cytrusowego ogrodu H&M Home, które ta sama osoba sprawiła mi w prezencie (Kasiu, jesteś wielka). W pięknym pudełku znalazłam świece o zapachu bergamotki i cytryny. Świeży, energetyczny zapach, nieduszący, niekopcący knot, piękny design. Idealne wykończenie wiosennego wieczoru.



Komentarze
Prześlij komentarz