21 rzeczy, których dowiedziałam się o sobie na 21. urodziny
Choć zawsze słyszałam, że do osiemnastki na każde urodziny czeka się z utęsknieniem, a po osiągnięciu pełnoletności urodziny raczej przytłaczają - nie wierzyłam w to. Coś w tym jednak musi być, bo mimo, że skończone osiemnaście nie zrobiło na mnie zbyt dużego wrażenia (okej, miałam prawo jazdy i mogłam legalnie wypić alkohol, ale nadal byłam w liceum, mieszkałam w domu rodzinnym, za dużo się nie zmieniło), dziewiętnaście było dla mnie chwilą zwątpienia. Ostatnie "naście". Dwadzieścia - zrobiłam dużą imprezę dla znajomych z liceum w ogrodzie i dostałam wymarzoną torebkę. Poza tym, mogłam pochwalić się już dużo większym życiowym doświadczeniem. Nawiązuję do wyprowadzki z domu, rozpoczęcia studiów, nauki o gospodarowaniu pieniądzem i kontaktach z różnymi obcymi mi ludźmi, które dużo mnie nauczyły. Roczne "doświadczenie" w porównaniu z doświadczeniem życiowym ludzi starszych to kropla w morzu, mam tego świadomość, ale naprawdę trochę się o sobie dowiedziałam.
A 21 na liczniku? Przeżywam bardziej niż osiemnastkę, ostatnie "naście" i zeszłoroczne dwadzieścia. Uruchomił mi się w głowie jakiś mechanizm, który mówi mi, że jestem coraz bliżej dorosłego życia. Określenie nastolatka to już chyba nie o mnie. Gimnazjum staje się odległe jak moje aktualne wyobrażenia o zakładaniu rodziny i pracy w korporacji. Trochę to do mnie nie dociera, a jednocześnie daje do myślenia. Że życie rzeczywiście ucieka przez palce i pędzi jak szalone. Tyle o urodzinach.
* * *
Akurat w okresie około urodzinowym skończyłam czytać książkę Christel Petitcollin Jak mniej myśleć.
Szkoda, że natrafiłam na nią tak późno, ale wiem też, że niektórzy
potrzebowali wielu lat psychoterapii lub dokopywania się do własnego
wnętrza, by odkryć to, czego ja dowiedziałam się teraz. Na wiele kwestii otworzyłam oczy, a przede wszystkim - kurcze, w końcu poznałam (i zrozumiałam!) siebie. Okazało się, że wcale nie jestem szurnięta (wow!), a figle płata mi niezwykle wrażliwy układ nerwowy. Tak, jestem osobą wysoko wrażliwą. Co to oznacza?
1. Moim życiem steruje prawa półkula mózgu.
Jak dobrze wiemy (taką mam nadzieję), mózg składa się z prawej i lewej półkuli. Lewa to rozsądek, działanie, liczby, plany i twarde stąpanie po
ziemi. Prawa półkula z kolei to kreatywność, emocje, irracjonalność. Miliony myśli na minutę. Skojarzenia. Coś wiem, ale nie pamiętam skąd, nie potrafię tego wytłumaczyć, bo nie opanowałam języka, którym mogłabym to wyjaśnić.
2. Najlepiej działam, gdy pracuję w przyjemnej atmosferze.
Otoczenie, w jakim przebywam ma na mnie ogromny wpływ. Czuję się znacznie lepiej oraz jestem bardziej wydajna, gdy ludzie, z którymi pracuję są do mnie pozytywnie nastawieni oraz sympatyczni. Gdy wyczuwam jakąś niechęć lub negatywną energię, obniża się mój nastrój i nie potrafię dawać z siebie wszystkiego, bo stale siedzi mi to w głowie.
3. Często czuję się przytłoczona i zmęczona psychicznie.
Nadmiar myśli i ciągłe robienie czegoś sprawiają, że rzadko czuję spokój i stan harmonii. Czasem wystarczy o jeden bodziec za dużo, żebym wybuchła. Ostatnio na przykład ryknęłam płaczem, bo mojemu bratu upadł nóż posmarowany masłem. Ześlizgnął mu się z talerza, a ja wciąż powtarzam, żeby opierał go prostopadle, bo inaczej spadnie.
4. W kontaktach z innymi ludźmi zwracam uwagę na detale i na ich podstawie tworzę w głowie całościowy obraz.
2. Najlepiej działam, gdy pracuję w przyjemnej atmosferze.
Otoczenie, w jakim przebywam ma na mnie ogromny wpływ. Czuję się znacznie lepiej oraz jestem bardziej wydajna, gdy ludzie, z którymi pracuję są do mnie pozytywnie nastawieni oraz sympatyczni. Gdy wyczuwam jakąś niechęć lub negatywną energię, obniża się mój nastrój i nie potrafię dawać z siebie wszystkiego, bo stale siedzi mi to w głowie.
3. Często czuję się przytłoczona i zmęczona psychicznie.
Nadmiar myśli i ciągłe robienie czegoś sprawiają, że rzadko czuję spokój i stan harmonii. Czasem wystarczy o jeden bodziec za dużo, żebym wybuchła. Ostatnio na przykład ryknęłam płaczem, bo mojemu bratu upadł nóż posmarowany masłem. Ześlizgnął mu się z talerza, a ja wciąż powtarzam, żeby opierał go prostopadle, bo inaczej spadnie.
4. W kontaktach z innymi ludźmi zwracam uwagę na detale i na ich podstawie tworzę w głowie całościowy obraz.
Gesty, mimika, ton głosu, spojrzenie. Komunikaty werbalnie i niewerbalnie. Często wystarczy jeden kiepski żart, albo raczej reakcja domowników na ten żart, i potrafię wyczuć, czy są między nimi jakieś konflikty lub niewyjaśnione kwestie sporne. To samo dotyczy par - wydaje się, że ktoś spotkał swoją drugą połowę i są idealnie dobrani. Ja dostrzegam to, czego nie widzą inni i potrafię powiedzieć, na przekór opinii krążących na ich temat, że nie są razem szczęśliwi.
W towarzystwie mam oczy szeroko otwarte, ale nieraz muszę się wycofać i stanąć z boku, bo ciągłe myślenie i analizowanie - mimo, że nie chcę tego robić, ale dzieje się to automatycznie - sprawia, że czuję się przytłoczona i zmęczona, po prostu.
W towarzystwie mam oczy szeroko otwarte, ale nieraz muszę się wycofać i stanąć z boku, bo ciągłe myślenie i analizowanie - mimo, że nie chcę tego robić, ale dzieje się to automatycznie - sprawia, że czuję się przytłoczona i zmęczona, po prostu.
5. Jestem estetką.
Zwracam ogromną uwagę na wnętrza, w których się znajduję oraz otoczenie wokół mnie. Dużą wagę przykładam do tego, żeby było czysto, przytulnie, pięknie pachniało... Lubię jasne pomieszczenia, ściany i meble. Znalezienie odpowiedniego mieszkania do wynajęcia, gdy wyprowadzałam się na studia, było nie lada wyczynem - czasem nie wiedziałam nawet co z danym mieszkaniem jest nie tak, ale po prostu nie czułam się tam dobrze. Być może nie jestem też idealną przedstawicielką minimalizmu, ale lubię, gdy otaczają mnie przedmioty, których rzeczywiście używam i są mi potrzebne. Te zbędne, rzadziej używane, mają swoje miejsce w szafie, komodzie, pudełkach lub na regale.
6. Miliony myśli na minutę.
Zwracam ogromną uwagę na wnętrza, w których się znajduję oraz otoczenie wokół mnie. Dużą wagę przykładam do tego, żeby było czysto, przytulnie, pięknie pachniało... Lubię jasne pomieszczenia, ściany i meble. Znalezienie odpowiedniego mieszkania do wynajęcia, gdy wyprowadzałam się na studia, było nie lada wyczynem - czasem nie wiedziałam nawet co z danym mieszkaniem jest nie tak, ale po prostu nie czułam się tam dobrze. Być może nie jestem też idealną przedstawicielką minimalizmu, ale lubię, gdy otaczają mnie przedmioty, których rzeczywiście używam i są mi potrzebne. Te zbędne, rzadziej używane, mają swoje miejsce w szafie, komodzie, pudełkach lub na regale.
6. Miliony myśli na minutę.
Dlatego uwielbiam mapy myśli, które pozwalają mi uporządkować to, co mam w głowie. Czasem muszę też usiąść w samotności i pomyśleć, poukładać myśli, powkładać wszystko do odpowiedniej szufladki. Nie umiem nie myśleć o niczym, więc mój mózg non stop pracuje na najwyższych obrotach.
7. Mam coś w rodzaju instynktu.
Potrafię szybko wyczuć, czy osoby w moim towarzystwie są prawdomówne albo czy trzeba na nie uważać. Fałszywość również wyczuwam z kilometra. Może to kwestia doświadczenia?
7. Mam coś w rodzaju instynktu.
Potrafię szybko wyczuć, czy osoby w moim towarzystwie są prawdomówne albo czy trzeba na nie uważać. Fałszywość również wyczuwam z kilometra. Może to kwestia doświadczenia?
8. Posiadam silny kręgosłup moralny.
Wyznaję zasady i wartości, które towarzyszą mi w drodze przez życie. Nie mam oporów mówić głośno, co mi się podoba a co nie, kiedy jestem za, kiedy przeciw. Jestem otwarta na konstruktywną rozmowę i nowe postawy dotyczące jakichś kwestii, ale nienawidzę płynięcia z prądem i mainstreamu.
9. Mam syndrom prymuski.
Jeśli podejmuję jakieś działanie, muszę dać z siebie wszystko i zrobić to najlepiej jak umiem. Nie potrafię zrobić czegoś po łebkach, nie do końca. Albo najlepiej, albo wcale.
10. Sztuka dobrze na mnie działa.
Nie należę do największych znawców malarzy, poetów i rzeźbiarzy, ale od zawsze lubiłam obcować ze sztuką. Uwielbiałam wyjazdy do muzeów w szkole, czułam się dziwnie spokojna otoczona pięknymi obrazami, których nie zawsze do końca rozumiałam i zastanawiałam się, co autor pragnął przekazać lub o czym myślał, tworząc. Ulubione lekcje z języka polskiego były zaś tymi, na których omawialiśmy utwory poetyckie. Do dziś pamiętam niektóre z nich jak Deszcz jesienny albo twórczość "polskiej Safony". Lubię dobre wiersze z przekazem i piękno.
Urodzinowe niespodzianki
11. Nie umiem się nudzić i nic nie robić.
Nic nie robiąc,
cofam się do tyłu. Nawet mając wolny dzień i żadnych planów coś
sobie wymyślę. Czytam, oglądam filmy, piszę coś, układam w
szafie albo zadzwonię do koleżanki, by tylko c o ś zrobić.
Cokolwiek.
12. Jestem dość
poukładana i sumienna.
W teczce, którą
noszę na uczelnię każda przegródka należy do innego przedmiotu.
Znajduje się w niej tekst na zajęcia oraz przygotowane przeze mnie
notatki. Do punktu ksero wybieram się z dokładnie przygotowaną
listą tekstów. "Zapomniałaś dziś swojego kolorowego
notatniczka?" - pyta mnie kolega z grupy, gdy nie wzięłam ze
sobą swojego kalendarza. Nawet w zdjęciach na dysku muszę mieć
porządek i poukładane są w odpowiednich folderach.
13. Odpoczywam
gotując i sprzątając.
Wtedy nie muszę o
niczym myśleć, wyłączam się, skupiam się na tym, co robię
teraz. Jest to najlepszy sposób na tak zwany chill, bo jednak
działam (robię coś), ale głowa odpoczywa.
14. Czasem
czuję się jak z innej planety.
Dopiero teraz
wiem, że nie wszyscy postrzegają rzeczywistość tak jak ja.
Wcześniej denerwowałam się i zastanawiałam, dlaczego tyle rzeczy
jest oczywistych, a nikt nie powie ich głośno albo nawet nie zwróci
na nie uwagi. Nie raz zdarzało się też, że to, co powiedziałam
nie spotkało się z wielkim poparciem, choć później i tak
wychodziło na moje. Jednak, uff - nie jestem NIENORMALNA, tylko
inna.
15. Jestem
wzrokowcem.
Żeby czegoś się
nauczyć, nie wystarczyło mi wysłuchanie wykładu albo pani w
szkole. Muszę coś zobaczyć, napisać i podkreślić, by zapadło
mi to w pamięć. Dlatego też moje notatki są kolorowe i dokładne,
bo jeśli nie mam czegoś w notatkach - mogę o tym zapomnieć.
(PS Jeśli
wybierasz się na socjologię, z chęcią oddam cztery segregatory
moich bazgrołów!)
16. Dawanie
kredytów zaufania nie zawsze popłaca.
Mam serce na
dłoni. Muszę powiedzieć - niestety - bo nie raz odbiło się to na
mnie negatywnie. W moich kontaktach z innymi dominowała zawsze idea
tabula rasa. Każdy poznany przeze mnie człowiek otrzymywał
białą kartę i ogromny kredyt zaufania. Dopiero, gdy okazywało
się, że osoba ta jest wobec mnie nieszczera lub dałam jej dłoń,
a ona wzięła całą rękę, wycofywałam się na takich ludzi
szkoda czasu i energii. Moim olbrzymim błędem było i jest, bo
wciąż się tego uczę, by już od początku stawiać granice. Na
moją uprzejmość i dobre serce należy sobie zasłużyć.
17. Stale uczę się asertywności.
Umiejętność
powiedzenia "nie" nie robi ze mnie kogoś nieuprzejmego i
egoistycznego. Tego staram się czuć, bo miałam dość duży
problem z byciem uległą. Chciałam być miła, ale robiłam to
własnym kosztem i ze stratą mojego czasu.
18. Bardzo
ważne są dla mnie wspomnienia.
Wszystko przez to,
że rzadko jestem myślami tu i teraz. Ciągle dryfuję między
tym, co było a tym, co będzie. Robię to kompletnie nieświadomie,
mam wielką trudność, by skupić się na tym, co jest.
19. Skupiam
się na bliskich. Staram się nie zabiegać o uwagę dalekich
znajomych, szkoda energii.
Za dużo czasu
poświęcałam na zadowalanie wszystkich wokół mnie, niezależnie
czy rozmawiałam z przyjaciółką czy znajomym niewidzianym trzy
lata. Zdałam sobie sprawę, że muszę inaczej dbać o bliskie mi
osoby, a inaczej zachowywać się w stosunku do ludzi, z którymi nie
mam zażyłych relacji. Nie przejmuję się już tak bardzo innymi
osobami, które same nie wykazują żadnej inicjatywy, by nasz
kontakt polepszyć.
20.
Aktywność fizyczna sprawia, że czuję się lepiej.
Mimo że nie
jestem sportowym świrem, lubię czasem pobiegać, popływać,
pojeździć na rowerze. Kocham narty. Uprawianie jakiejś aktywności
fizycznej to czas (podobnie jak gotowanie i sprzątanie, ale z
bonusem dla sylwetki ;)) gdy mogę psychicznie odpocząć, oddać się
jakimś refleksjom, przewietrzyć głowę. Dobrze mi to robi,
21. Czasem po
prostu jest prosto. Nie muszę utrudniać na siłę.
Mam tendencję do
wyszukiwania drugiego dna wszędzie - nawet tam, gdzie go nie ma.
Czas z tym skończyć.
Książka, która stała się moim kluczem do zrozumienia siebie.
* * *
Cały czas pracuję nad sobą, bo doskonalenie siebie to jedna z tych rzeczy, która nigdy się nie kończy.
Jeśli zainteresował Was temat wysokiej wrażliwości, zachęcam do obejrzenia filmiku Joli Szymańskiej na ten temat. Co prawda Jola opierała się na książce Elaine N. Aron Wysoko wrażliwi. Jak funkcjonować w świecie, który nas przytłacza, jednak wyróżniła niemalże identyczne cechy. Warto posłuchać.




Ja już od kilku dni chciałam przeczytać tą książkę nawet ściągnęłam ją sobie na laptopa :D także zamiast znów zamulać przed Netflixem spożytkuje ten czas lepiej. Ja muszę przyznać że chyba nadal jestem dzieckiem tam gdzieś daleko i nadal myśl dorosłego życia mnie przeraża. I mając te 21 lat na karku w ogóle nie czuję się na tyle. A zwłaszcza obchodzenie ich w kwarantannę nie pozwala mi tego poczuć :)
OdpowiedzUsuńby-tala.blogspot.com